02.06.2017

Tiphanie Yanique - Kraina miłości i zatracenia

Tytuł: Kraina miłości i zatracenia
Autor: Tiphanie Yanique
Wydawnictwo: Kobiece

BARWNA POWIEŚĆ PULSUJĄCA KARAIBSKIM RYTMEM, KUSZĄCA NUTĄ MAGII I PORUSZAJĄCA CIĘŻKIM LOSEM. Kraina miłości i zatracenia to wzruszająca saga rodzinna w postaci wielokrotnie nagradzanego debiutu tętniącego magicznymi rytmami karaibskich Wysp Dziewiczych. Kiedy rozpoczyna się XX wiek, nadchodzi kres panowania Danii nad Wyspami Dziewiczymi, a władzę w tym miejscu przejmują Stany Zjednoczone. Na Morzu Karaibskim tonie statek. Śmierć bezlitośnie zbiera żniwo, a na wraku znajdują się rodzice głównych bohaterów. Dwie osierocone siostry wraz z przyrodnim bratem stają w obliczu niepewnej przyszłości i trudnej do zidentyfikowania tożsamości. Każde z dzieci jest w posiadaniu niezwykłej aparycji oraz… wyjątkowego daru, który może być dla nich błogosławieństwem albo przekleństwem. Na kartach Krainy Miłości i zatracenia zapisane są losy trzech pokoleń klanu zamieszkującego tropikalne wyspy. Pełna kontrastów saga to jednocześnie nietuzinkowa kompozycja, łącząca w sobie prozę życia oraz pozazmysłowe doświadczenia. Jest to wyjątkowa książka, w której odbijają się echa stylu Gabriela Garcíi Márqueza, a jednocześnie czuć silny wpływ mistycznej karaibskiej magii. Rytm miłości i tego, co na pierwszy rzut oka niewidoczne pulsuje z każdej strony, wprawiając czytelnika w niemy zachwyt. Sześćdziesiąt lat dziejów rodziny Bradshaw niesie za sobą wiele osobowości, zakazane romanse, klątwy, magiczne rytuały i dary, próby lojalności, narodziny, śmierci, porażki i zwycięstwa. Kraina miłości i zatracenia to wspaniały, barwny debiut wykreowany przez pełną potencjału, młodą pisarkę. NAZWA WYSP DZIEWICZYCH NIE ODZWIERCIEDLA PRZEŻYĆ JEJ MIESZKAŃCÓW – BYNAJMNIEJ NIE SĄ CZYSTE I NIESKALANE ZŁEM.

Sagi rodzinne mają to do siebie, że zawsze sięgam po nie z wielkim optymizmem. Uwielbiam rodzinne historie i perypetie, w których mogę utonąć. Co może być bardziej interesującego od życia, takiego jak nasze? W dodatku cieszę się, gdy dzieje się to na innym kontynencie i mogę poznać kulturę innego kraju. Tak właśnie było w przypadku książki „Kraina miłości i zatracenia”. Moją szczególną uwagę zwróciły wyspy dziewicze, na których to osadzona jest historia. Karaiby od zawsze owiane są tajemnicą, którą chcielibyśmy poznać. Dlatego, gdy zaczynam pisać o tej książce, muszę wspomnieć o tym cudownym regionie świata. Autorka zachwyciła mnie opisami tamtejszej kultury. Możemy ją poznać od podszewki, co bardzo mi się spodobało. Zawsze chciałam podróżować, i chociaż nie mogę zrobić tego w prawdziwym życiu, to cieszę się, że książki mogą mnie przenieść właśnie w miejsca, które chciałabym odwiedzić. Zaczytując się w tej historii, miałam wrażenie jakbym leżała na karaibskiej plaży, wpatrując się w przeźroczystą wodę morza. Z książki bije niesamowity klimat, którego nie da się nie odczuć.

Oczywiście żadna powieść nie obejdzie się bez bohaterów. W tym przypadku muszę powiedzieć, że niestety nie zachwycili mnie tak bardzo, jak bym chciała. Sagi rodzinne to przede wszystkim bohaterowie, którzy powinni nas oczarować. To właśnie oni napędzają całą historię i pokazują, jak ciężkie może być życie. Tutaj natomiast wydawali mi się oni po prostu dziwni, jakby nie wiedzieli, co mają zrobić ze swoim życiem. Niby wszyscy się od siebie różnią, ale są tak samo płascy i niewyraźni. I jeszcze do tego te „wyjątkowe dary”, które niby posiadają. Dla mnie nie były one wcale wyjątkowe. Dla mnie były przerysowane i na wyrost. Tak jak by autorka na siłę chciała dodać do książki coś innego, czego jeszcze nie było. Szkoda tylko, że poszło to na jej niekorzyść.

Nie mogę pominąć pewnego tematu, który w innych przypadkach mi się podobał i miałam przy nim dreszczyk emocji, a tutaj czułam tylko niechęć. Jest to kazirodztwo, które występuje w tej powieści. Mamy już na rynku powieści, które poruszają ten temat w mniejszym lub większym stopniu. Tutaj jest go naprawdę sporo. Jeżeli już autor lub autorka chce poprowadzić taki wątek, to powinien on być delikatny, aby w żaden sposób nie uraził czytelnika i nie wywołał w nim niechęci lub obrzydzenia. Tutaj niestety wyglądało to w sposób „każdy z każdym robi dosłownie wszystko”. Czułam przez to niechęć, której być nie powinno. Wydaje mi się, że autorka chciała żeby to było wyraziste, a wyszło za bardzo na przerost.

Na korzyść książki z pewnością przemawia język, jakim posługuje się autorka. Jest taki miękki i lekki. Dzięki temu powieść czyta się w zadziwiającym tempie i nim się obejrzymy, jesteśmy już przy końcu. Tiphanie Yanique zauroczyła mnie swoim bogatym słownictwem i tym jak przyjemnie czyta się tą historię. Jest to naprawdę dobry początek, musi jednak przestać tak kombinować, bo staje się to sztuczne. Książkę mogę polecić osobom, które szukają czegoś na leniwe wieczory. Nie jest to lektura, która zapadnie wam w pamięć, ale mimo wszystko warto ją przeczytać. Szczególnie polecam ją tym, którzy lubią dziwne i nierealne zjawiska, oraz sagi rodzinne.

Ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Layout by Yassmine